wtorek, 2 lutego 2016

Trening na paskudny wtorek

Nie lubię wtorków, serio i to bardziej niż poniedziałków. Bo w poniedziałek jestem wypoczęta po weekendzie i idąc do pracy łudzę się nadzieją, że może coś się zmieni, że nie będzie urwania głowy, że nie będzie żadnego nowego shita, że nie wszystko będzie na cito, że ludzie będą mili, że szefowa okaże się człowiekiem. Jednak we wtorek już nie mam tych złudzeń, dopada codzienna nerwówka i brak czasu żeby chociażby napić się herbaty.  Czyli z poniedziałkowej energii niewiele zostało a tu jeszcze trzy dni do upragnionego weekendu. Dlatego od razu po powrocie do domu zakładam dresy i biorę się za trening żeby sobie trochę ulżyć i zapomnieć o tym że to dopiero wtorek.
Dzisiaj był poniższy trening, który jest bardzo dynamiczny i naprawdę go czuć:




Do tego dodałam ćwiczenia z gryfem (łączna waga ciężaru około 17 kg): przysiady, martwy ciąg, skłony, podrzuty. Na koniec trochę planków i rozciąganie nóg i pośladków ;)


No a po treningu gorąca kąpiel, melisa i do spania, z ulgą że wtorek mam już za sobą, bo jutro wieczorem będzie już z górki ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz