
Dojeżdżanie do pracy zajmuje mi codziennie od 2,5 godziny do
3 godzin (dojazd i powrót). Co tygodniowo daje 12,5-15 godzin, miesięcznie:
50-60 godzin i uwaga! rocznie wychodzi od 600 do 720 godzin!!! Zważywszy na
fakt że w maju miną 3 lata odkąd dojeżdżam w ten sposób to kontynuując
wyliczenia wychodzi (o zgrozo!!!) 1800 do 2160 godzin, czyli
75 do 90 dni!!!!! Szczerze powiem, że
wcześniej tego tak nie przeliczałam i… jestem w szoku. Mieszkam jak to się ładnie
mówi „na obrzeżach Warszawy” lub w „aglomeracji Warszawskiej” i taki codzienny dojazd potrafi być męczący. W
języku angielskim to się ładnie nazywa „commuting”. Zdaję sobie sprawę, że
niektórzy dojeżdżają jeszcze dłużej, i
że dojazd z jednego krańca Warszawy na drugi też może zająć około godziny.Rozwiązanie problemu jest proste – zamieszkać bliżej,
zamieszkać w Warszawie. I tu pojawiają się schody. Kiedy powiedziałam w pracy,
że dojeżdżam spod Warszawy, dla wszystkich było to jednoznaczne z tym, że
mieszkam w domu a nie w bloku. I zdziwili się, że jak im wyjaśniłam, że ludzie
decydują się do zamieszkania pod Warszawą nie tylko po to aby mieszkać w
wolnostojącym domu, ale też dlatego, że po prostu
mieszkania są tam tańsze! Popatrzyli się na mnie jakbym odkryła
amerykę i do końca chyba nie zrozumieli mojego argumentu. No więc tak, mieszkam w BLOKU na obrzeżach Warszawy, dojazd
zajmuje mi od 25 do 30 DNI rocznie, codziennie wstaję chwilę przed 5:00, tak żeby dojechać do pracy na 7:00 (bo
dojazd na 9:00 zająłby mi kolejne pół godziny dłużej). Jak wracam do domu to
jem kolację, robię trening (jeśli nie byłam na siłowni), biorę kąpiel i kładę
się spać. Dlatego właśnie takie podwarszawskie miejscowości jak moja nazywam
Sypialniami Warszawy. Gdzie osiedla są
codziennie opustoszałe w godzinach 7:00 – 18:00 a
życie zaczyna się dopiero w piątek wieczorem.
I tym razem nie zawiodła mnie Wikipedia:
"Miasto satelickie,
miasto satelita, potocznie
miasto sypialnia –
miasto o pewnej samowystarczalności pod względem usług i zatrudnienia, ale uzależnione w zakresie usług wyższego rzędu (szkolnictwa wyższego, kultury), lepiej płatnych miejsc pracy oraz administracji od pobliskiego większego ośrodka miejskiego
[1]. Miasto satelickie nazywane jest sypialnią, gdyż jego mieszkańcy często na cały dzień wyjeżdżają do centralnej części aglomeracji, gdzie pracują lub się uczą.
Koncepcja miasta satelickiego zrodziła się w latach dwudziestych XX wieku w Wielkiej Brytanii.:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz