środa, 10 lutego 2016

Sypialnia Warszawy


Dojeżdżanie do pracy zajmuje mi codziennie od 2,5 godziny do 3 godzin (dojazd i powrót). Co tygodniowo daje 12,5-15 godzin, miesięcznie: 50-60 godzin i uwaga! rocznie wychodzi od 600 do 720 godzin!!! Zważywszy na fakt że w maju miną 3 lata odkąd dojeżdżam w ten sposób to kontynuując wyliczenia wychodzi (o zgrozo!!!) 1800 do 2160 godzin, czyli 75 do 90 dni!!!!! Szczerze powiem, że wcześniej tego tak nie przeliczałam i… jestem w szoku. Mieszkam jak to się ładnie mówi „na obrzeżach Warszawy” lub w „aglomeracji Warszawskiej”  i taki codzienny dojazd potrafi być męczący. W języku angielskim to się ładnie nazywa „commuting”. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy dojeżdżają jeszcze dłużej,  i że dojazd z jednego krańca Warszawy na drugi też może zająć około godziny.Rozwiązanie problemu jest proste – zamieszkać bliżej, zamieszkać w Warszawie. I tu pojawiają się schody. Kiedy powiedziałam w pracy, że dojeżdżam spod Warszawy, dla wszystkich było to jednoznaczne z tym, że mieszkam w domu a nie w bloku. I zdziwili się, że jak im wyjaśniłam, że ludzie decydują się do zamieszkania pod Warszawą nie tylko po to aby mieszkać w wolnostojącym domu, ale też dlatego, że po prostu mieszkania są tam tańsze! Popatrzyli się na mnie jakbym odkryła amerykę i do końca chyba nie zrozumieli mojego argumentu.          No więc tak, mieszkam w BLOKU na obrzeżach Warszawy, dojazd zajmuje mi od 25 do 30 DNI rocznie, codziennie wstaję chwilę przed  5:00, tak żeby dojechać do pracy na 7:00 (bo dojazd na 9:00 zająłby mi kolejne pół godziny dłużej). Jak wracam do domu to jem kolację, robię trening (jeśli nie byłam na siłowni), biorę kąpiel i kładę się spać. Dlatego właśnie takie podwarszawskie miejscowości jak moja nazywam Sypialniami Warszawy. Gdzie osiedla są codziennie opustoszałe w godzinach 7:00 – 18:00 a życie zaczyna się dopiero w piątek wieczorem.



I tym razem nie zawiodła mnie Wikipedia:

"Miasto satelickiemiasto satelita, potocznie miasto sypialnia – miasto o pewnej samowystarczalności pod względem usług i zatrudnienia, ale uzależnione w zakresie usług wyższego rzędu (szkolnictwa wyższego, kultury), lepiej płatnych miejsc pracy oraz administracji od pobliskiego większego ośrodka miejskiego[1]. Miasto satelickie nazywane jest sypialnią, gdyż jego mieszkańcy często na cały dzień wyjeżdżają do centralnej części aglomeracji, gdzie pracują lub się uczą.
Sypialniami nazywane są również części miast lub wsie o podobnym charakterze, przeważnie stanowiące wielkie zespoły mieszkaniowe.
Przykładami miejscowości satelickich w Polsce są MilanówekWieliczkaZgierzTychyPyskowiceRumiaKoziegłowy. Przykładami dzielnic pełniących takie funkcje są Białołękaw Warszawie oraz Nowa HutaNowy BieżanówNowy Prokocim i Kurdwanów Nowy w Krakowie.
Koncepcja miasta satelickiego zrodziła się w latach dwudziestych XX wieku w Wielkiej Brytanii.:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz