niedziela, 14 lutego 2016

Zdrowie z kapusty

Jednym z moich noworocznych postanowień jest regularne picie soku z białej kapusty.
Głównie ma to mi pomóc w walce z chorobą refluksową (o czym bardziej szczegółowo może w innym wpisie). Zgłębiając swoją wiedzę na temat tego warzywa doszłam do wniosku że jest ona dobra na wszystko. A kiszona to już w ogóle wymiata. Jednym słowem kapusta ma MOC.

Ponieważ dopiero przymierzam się do zakupu sokowirówki, więc zastosowałam chwilowy półśrodek - używam blendera kielichowego w którym blenduję porcję pokrojonej kapusty (bez głąba)  w połączeniu z wodą. Następnie odcedzam i odsączam za pomocą sitka i gotowe:


Dwie szklanki jak na zdjęciu wyszły mi z ok. 250 g. kapusty oraz dwóch niepełnych szklanek wody.

Poniżej drogocenne właściwości takiego soku:
- witaminy: C (najwięcej w głąbie), z grupy B, A, E, K,
- siarka poprawiająca wygląd włosów, skóry i paznokci
- wapń, magnez, potas
- żelazo oraz kwas foliowy - najwięcej w zewnętrznych liściach

Pobocznymi zaletami jest niskokaloryczność oraz niska cena.

Picie soku ma mieć wpływ na poprawę naszej odporności oraz zwalczenie dolegliwości żołądkowych (wrzody, refluksy). Jeszcze nie próbowałam innych zastosowań kapusty jakimi są okłady, czy kąpiele. Mojej przypadłości refluksowej jeszcze nie pokonałam jednak zauważyłam że gdy wracam po pracy z bolącym i wzdętym brzuchem to po wypiciu szklanki takiego soku, ból znika.





środa, 10 lutego 2016

Sypialnia Warszawy


Dojeżdżanie do pracy zajmuje mi codziennie od 2,5 godziny do 3 godzin (dojazd i powrót). Co tygodniowo daje 12,5-15 godzin, miesięcznie: 50-60 godzin i uwaga! rocznie wychodzi od 600 do 720 godzin!!! Zważywszy na fakt że w maju miną 3 lata odkąd dojeżdżam w ten sposób to kontynuując wyliczenia wychodzi (o zgrozo!!!) 1800 do 2160 godzin, czyli 75 do 90 dni!!!!! Szczerze powiem, że wcześniej tego tak nie przeliczałam i… jestem w szoku. Mieszkam jak to się ładnie mówi „na obrzeżach Warszawy” lub w „aglomeracji Warszawskiej”  i taki codzienny dojazd potrafi być męczący. W języku angielskim to się ładnie nazywa „commuting”. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy dojeżdżają jeszcze dłużej,  i że dojazd z jednego krańca Warszawy na drugi też może zająć około godziny.Rozwiązanie problemu jest proste – zamieszkać bliżej, zamieszkać w Warszawie. I tu pojawiają się schody. Kiedy powiedziałam w pracy, że dojeżdżam spod Warszawy, dla wszystkich było to jednoznaczne z tym, że mieszkam w domu a nie w bloku. I zdziwili się, że jak im wyjaśniłam, że ludzie decydują się do zamieszkania pod Warszawą nie tylko po to aby mieszkać w wolnostojącym domu, ale też dlatego, że po prostu mieszkania są tam tańsze! Popatrzyli się na mnie jakbym odkryła amerykę i do końca chyba nie zrozumieli mojego argumentu.          No więc tak, mieszkam w BLOKU na obrzeżach Warszawy, dojazd zajmuje mi od 25 do 30 DNI rocznie, codziennie wstaję chwilę przed  5:00, tak żeby dojechać do pracy na 7:00 (bo dojazd na 9:00 zająłby mi kolejne pół godziny dłużej). Jak wracam do domu to jem kolację, robię trening (jeśli nie byłam na siłowni), biorę kąpiel i kładę się spać. Dlatego właśnie takie podwarszawskie miejscowości jak moja nazywam Sypialniami Warszawy. Gdzie osiedla są codziennie opustoszałe w godzinach 7:00 – 18:00 a życie zaczyna się dopiero w piątek wieczorem.



I tym razem nie zawiodła mnie Wikipedia:

"Miasto satelickiemiasto satelita, potocznie miasto sypialnia – miasto o pewnej samowystarczalności pod względem usług i zatrudnienia, ale uzależnione w zakresie usług wyższego rzędu (szkolnictwa wyższego, kultury), lepiej płatnych miejsc pracy oraz administracji od pobliskiego większego ośrodka miejskiego[1]. Miasto satelickie nazywane jest sypialnią, gdyż jego mieszkańcy często na cały dzień wyjeżdżają do centralnej części aglomeracji, gdzie pracują lub się uczą.
Sypialniami nazywane są również części miast lub wsie o podobnym charakterze, przeważnie stanowiące wielkie zespoły mieszkaniowe.
Przykładami miejscowości satelickich w Polsce są MilanówekWieliczkaZgierzTychyPyskowiceRumiaKoziegłowy. Przykładami dzielnic pełniących takie funkcje są Białołękaw Warszawie oraz Nowa HutaNowy BieżanówNowy Prokocim i Kurdwanów Nowy w Krakowie.
Koncepcja miasta satelickiego zrodziła się w latach dwudziestych XX wieku w Wielkiej Brytanii.:




czwartek, 4 lutego 2016

Dbajcie o siebie! Bo w korporacji nikt tego za Was nie zrobi

Rok temu miałam dołek psychiczny, nie wyrabiałam z tempem pracy, czułam że życie przecieka mi przez palce. Emocjonalnie nie dawałam rady. Codziennie rano razem z makijażem, przyczepiałam sobie sztuczny uśmiech na twarz. Jednak po pracy uśmiech z twarzy ustępował miejsca nieustannemu zmęczeniu i bardzo często łzom. Zdaję sobie sprawę że to nie tylko praca była powodem całego tego dołka. Ale wówczas nie widziałam wyjścia z tego marazmu. I tak wylądowałam u psychologa. Który na zakończenie rozmowy powiedział: „Proszę dbać o siebie, bo w korporacji nikt tego za panią nie zrobi”.

Dla mnie dbanie o siebie jest tożsame z prowadzeniem zdrowego trybu życia, czyli:
- Wysypianie się
- regularne posiłki
- odżywcze jedzenie
- regularny wysiłek fizyczny
- spożywanie odpowiedniej ilości płynów
- regularne wykonywanie badań medycznych
- wyleżenie / wyleczenie choroby
- sprawianie sobie drobnych przyjemności
- mówienie NIE, kiedy naprawdę nie chcemy czegoś zrobić.
Od tamtej pory bardziej dbam o tzw. higienę swojego życia, wiadomo że stresu i negatywnych ludzi się całkowicie nie pozbędę, ale dbając o siebie będę silniejsza żeby stawić im czoła.

Czasem patrzę na ludzi, z którymi pracuję i zastanawiam się ile będzie ich w przyszłości kosztować teraźniejszy brak zadbania o siebie. Ich tryb życia jest daleki od tego opisanego wcześniej, określiłabym to korporacyjnym trybem życia, czyli: zarywanie nocek w pracy, picie litrami kawy i energetyków , nieregularne i do tego śmieciowe jedzenie, brak ruchu, przychodzenie do pracy z gorączką i w trakcie leczenia antybiotykami. Niby inteligentni i wykształceni ludzie a nie szanują swojego zdrowia, nie szanują samych siebie.

wtorek, 2 lutego 2016

Trening na paskudny wtorek

Nie lubię wtorków, serio i to bardziej niż poniedziałków. Bo w poniedziałek jestem wypoczęta po weekendzie i idąc do pracy łudzę się nadzieją, że może coś się zmieni, że nie będzie urwania głowy, że nie będzie żadnego nowego shita, że nie wszystko będzie na cito, że ludzie będą mili, że szefowa okaże się człowiekiem. Jednak we wtorek już nie mam tych złudzeń, dopada codzienna nerwówka i brak czasu żeby chociażby napić się herbaty.  Czyli z poniedziałkowej energii niewiele zostało a tu jeszcze trzy dni do upragnionego weekendu. Dlatego od razu po powrocie do domu zakładam dresy i biorę się za trening żeby sobie trochę ulżyć i zapomnieć o tym że to dopiero wtorek.
Dzisiaj był poniższy trening, który jest bardzo dynamiczny i naprawdę go czuć:




Do tego dodałam ćwiczenia z gryfem (łączna waga ciężaru około 17 kg): przysiady, martwy ciąg, skłony, podrzuty. Na koniec trochę planków i rozciąganie nóg i pośladków ;)


No a po treningu gorąca kąpiel, melisa i do spania, z ulgą że wtorek mam już za sobą, bo jutro wieczorem będzie już z górki ;)


poniedziałek, 1 lutego 2016

Całe życie na pojemniczkach

Od pierwszego dnia pracy przygotowuję i zabieram ze sobą jedzenie w lunchboxach. I nie wyobrażam sobie innego jedzenia w pracy niż to zrobione wcześniej w domu. Co prawda dużo traci poprzez odgrzewanie w mikrofali, jednak wychodzę z założenia że dla żołądka zdecydowanie lepszy jest ciepły posiłek, już nawet kosztem promieniowania. Zazwyczaj zabieram ze sobą dwa posiłki + przekąskę:
- drugie śniadanie - zazwyczaj płatki owsiane, jaglane, gryczane, otręby z wymiennymi dodatkami (miód, kakao, sezam, wiórki kokosowe, rodzynki, olej lniany) lub sporadycznie kanapka z serem, kiełkami.
- przekąska - jogurt/serek wiejski/maślanka/kefir do tego banan lub jabłko
- pojemniczek główny - porcja mięsa/ryby z kaszą/ryżem/makaronem lub jakaś zupa czy sałatka.

W szufladzie mam też zawsze jakiś awaryjny sok warzywny, orzechy, suszone owoce, baton białkowy na wypadek nieoczekiwanych NADGODZIN lub nieoczekiwanego głodu - bo i na takie sytuacje lubię być przygotowana. 

Poniżej pojemniczki główne na cały ten tydzień - porcja grillowanego kurczaka z własną mieszanką kasz: komosa ryżowa+kasza gryczana+kasza pęczak+kasz jaglana:




niedziela, 31 stycznia 2016

Być fit w korporacji? Ja udowodnię, że to możliwe!

"Korporacja – organizacja, która wydawać się może utopijnym miejscem realizacji pasji zawodowych. W rzeczywistości jednak nie jest wcale tak kolorowo. Korporacja służy do wyzyskiwania człowieka w imię postępu. Rządzi w niej prawo dżungli. Praca polega głównie na tym, że:
po zatrudnieniu w korporacji otrzymuje się numerek, którym się jest do zakończenia w niej pracy;
od pierwszego dnia pracy należy pomysłowo wypruwać sobie żyły i inne flaki;
należy być zadowolonym z każdego zadania jakie dostaje się do wykonania, ponieważ świadczy to nie tyle o lenistwie przełożonych, co o tym iż jest się wśród wybranych mających zaszczyt wykonać zadanie;
w korporacji liczy sie kreatywność – im bardziej spektakularnie wyprujesz sobie żyły tym więcej ich będziesz musiał wypruć jutro;
- jeśli nie jesteś kreatywny – wylatujesz;
- jeśli nie masz już co wypruwać – wylatujesz;
- jeśli chcesz wypruwać, ale to co dajesz z siebie jest nieco nieświeże – wylatujesz;
- jeśli przespałeś/aś się z szefem/ową – wylatujesz;
- jeśli nie przespałeś/aś się z szefem/ową – wylatujesz;
Praca w korporacji daje możliwość szpanu przed znajomymi. Mało który z nich jeździ na popijawy sponsorowane przez firmę zwane szkoleniami. Choćbyś służył jedynie do mycia podłogi włosami[1] sam fakt, że robisz to w korporacji dodaje prestiżu i poważania społecznego"(źródło:http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Korporacja)

Praca  w korporacji jest jaka jest, w telewizji co jakiś czas pokazują ludzi, którzy od  takiej pracy uciekli i nie żałują. Ja sama, po ukończeniu studiów ekonomicznych nie znalazłam dla siebie miejsca gdzie indziej i bardzo empatycznie słucham historii ludzi, którzy powiedzieli dość i odeszli. Ja też nie raz czuję, że się duszę, że dłużej już tak nie mogę jednak za coś trzeba żyć. Moją odskocznią jest fitness oraz trening siłowy, co działa na mnie odstresowująco. Z połączenia tych dwóch światów powstanie ten blog. Jak się odnaleźć w korporacyjnym świecie, jednocześnie nie zapominając o swojej pasji?



(Źródło: https://kefir2010.files.wordpress.com/2013/10/hipsterzy-korporacje.jpg?w=562)